Dzień na Islandii – Droga na północ

Fiordy Wschodnie

Wiatr wiał nieprzerwanie, a nasza nadzieja na dobrą pogodę odlatywała coraz dalej z każdym jego podmuchem. Lekko zniechęcony odsunąłem żaluzję naszego małego pokoiku i… oślepiło mnie światło dnia. Po raz pierwszy od czasu wylądowania na Islandii naszym oczom okazało się przepiękne, niebieskie niebo i świecące nieprzerwanie polarne słońce. Wiatr wprawdzie wiał tak mocno, że sterczące wokół naszego hoteliku, nieliczne drzewa, chyliły się do ziemi, ale to w zasadzie nie miało znaczenia. Ostre poranne słońce podkreślało piękno otaczającej nas przyrody. Potężne góry wcinały się głęboko w zatokę, a porastająca je, intensywnie zielona trawa falowała smagana wiatrem. Gdzieś wyżej sterczały nagie, białe skały, nad którymi rozpościerało się niemal granatowe niebo, przez które gnały jak szalone, białe,postrzępione chmury. 

Po smacznym islandzkim śniadaniu, ruszyliśmy dalej. Pierwszym przystankiem na naszej trasie był punkt widokowy w okolicy Holmanes, skąd rozpościerał się wspaniały widok na fiordy. Miejsce to jest również rezerwatem ptaków, a przy odrobinie szczęścia w rejonie tym możemy spotkać pasące się renifery.

Będąc w tej okolicy, warto zobaczyć również Seyðisfjörður. Już sama droga prowadząca to tego fiordu stanowi nie lada atrakcję. Tuż za sennym miasteczkiem Egilsstaðir, skręcamy w drogę nr 93. Po paru kilometrach droga zaczyna wspinać się powoli na grzbiet fiordu. Wraz z wysokością znikają drzewa, a krajobraz zmienia się z każdym kilometrem. Zielone łąki ustępują pod brązowo-czarną ziemią, na której leżą niezliczone ilości kamieni. Gdzieniegdzie pojawia się śnieg. Przez jałowe pustkowie płynie rzeka, a przez spowity mgłą, nierealny krajobraz, sączy się światło bladego słońca. Tutaj niemal podświadomie, czujemy potęgę przyrody. 

O tym, że Islandia jest piękna wiedzieliśmy od dawna. Takich jednak widoków chyba się nie spodziewaliśmy. Każdy jej region, to niepowtarzalny wycinek piękna, który jak w kalejdoskopie składa się na różnorodność tej samotnej wyspy. 

Gdzieś w dole, wciśnięte pomiędzy potężne fiordy leży miasteczko Seyðisfjörður. Droga zaczyna wić się łagodnie w dół, ku morzu, a po jej obu stronach pojawiają się wodospady.

Miasto to zostało założone w 1848 roku, a drewniane budynki wzniesione w tym okresie stanowią nie lada atrakcję! Robimy krótki rekonesans i wracamy z powrotem na naszą trasę wiodącą na północ. 

Galeria

Kiedy opuszczamy krainę fiordów wschodnich, krajobraz zmienia się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wkraczamy na jałowe, pustynne tereny islandzkiego interioru. Zieleń szybko znika i zastępuje ją brąz, czerwień i pomarańcz, suchej, niepokrytej żadną roślinnością ziemi. Wiatr smaga to pustkowie, a niesione z nim chmury pyłu, przetaczają się przed maską naszego samochodu. Jeżeli macie zamiar zapuszczać się w te rejony, pamiętajcie o ubezpieczeniu szyb! Tutaj nierzadko w powietrzu latają niemal centymetrowe kamienie, więc o rozbicie przedniej szyby nie jest wcale trudno.

Widoki jakie roztaczają się przed nami są wyjątkowe. Takiego krajobrazu chyba nie widzieliśmy jak dotąd nigdzie na świcie. 

Jezioro Mývatn

Jezioro to leży w północno-wschodniej części Islandii. Powstało około 2300 lat temu na skutek szczelinowej erupcji wulkanicznej. Miejsce to słynne jest również z innego powodu. Okolica jeziora stanowi wymarzone środowisko życia dla komarów. Jeżeli wybieracie się w te rejony, może przydać Wam się ochronna siatka na twarz. Podczas naszego pobytu nad jeziorem wiatr jednak był na tyle silny, że owady nie miały z nim najmniejszych szans, lecz  zakupiona wcześniej siatka nie zmarnowała się, bo przydawała się w wielu innych miejscach. 

Okolice Mývatn to jednak nie tylko jezioro. Znajdziemy tutaj niesamowite cuda przyrody. Jest ich na tyle dużo, że warto zastanowić się nad dłuższym postojem w tym miejscu, ale o tym po kolei. 

Dojeżdżając do jeziora, zbaczamy nieco na północ. Naszym celem jest krater wulkany Krafla. Prowadzi do niego malownicza asfaltowa droga (co w tym rejonie jest sporą rzadkością). Jadąc nią możemy podziwiać niesamowite, kolorowe wzgórza. Mniej więcej w połowie drogi napotykamy na elektrownię geotermalną, której zabudowa, wkomponowana w suche, kolorowe skały  sprawia bardziej wrażenie bazy marsjańskiej, niż elektrowni. Dojeżdżając do końca drogi, odnajdujemy mały parking, z którego roztacza się wspaniały widok na stożek wulkanu Krafla. Wspinamy się powoli na krawędź wulkanu, a z każdym metrem wiatr staje się silniejszy. Kiedy w pewnym momencie poczułem jak pod moimi nogami trzeszczą kamienie, a wiatr powoli zaczyna pchać mnie w kierunku krawędzi, uzmysłowiłem sobie jego siłę. O wejściu wyżej, nie było już mowy!

Kolejnym ciekawym miejscem znajdującym się przy drodze prowadzącej do wulkanu są pola lawowe Leirhnjukur. Nawet jeżeli nazwa ta nie wydaje Wam się ciekawa, warto odwiedzić to miejsce. Widoki roztaczające się ze ścieżki zapierają dech w piersi!

Galeria

Wracając w okolice jeziora, odwiedzamy pole geotermalne Hverarond. Kolejne miejsce wyglądające jak z innej planety. Buchająca z kominów geotermalnych para, pokrywa białymi smugami otaczający nas teren. 

Znajdzie się tutaj również coś dla fanów Gry o Tron! W jaskini Grjótagjá, romantycznej kąpieli zażywali Jon Snow oraz Ygritte.

 

Jeżeli macie nieco więcej czasu warto wybrać się na małą wyciekę do pobliskiego krateru wulkanu Hverfjall. W zasadzie pod sam stożek wulkanu możemy dojechać samochodem. Tam z parkingu dotrzemy do ścieżki prowadzącej na krawędź wulkanu. 

Jadąc nieco dalej trafimy na miejsce zwane Dimmuborgir, czyli “mroczne fortece”. Teren ten zawdzięcza swój wygląd pobliskiemu wulkanowi Thrergslaborgir, którego erupcja miała miejsce ok. 2300 lat temu. Na terenie Dimmuborgir odnajdziemy wiele ciekawych formacji skalnych, w tym jaskiń, z których najbardziej znaną jest Kirkjan, czyli kościół.

Jeżeli chcielibyście objechać całe jezioro to w jego południowej części znajdziecie Höfði – czyli słupy lawy wystające ponad powierzchnię wody. Na miejsce możecie dostać się szlakiem (nieoznaczony) prowadzącym z pobliskiego parkingu.

Nieco dalej znajdziemy kolejne bardzo ciekawe miejsce czyli Skútustaðagígar. Są to ‘pseudokratery’ powstałe na skutek wydobywającego się spod płynnej lawy gazu. Miejsce to znajduje się na terenie prywatnym, jednakże jest ono udostępnione turystom. 

Jeżeli po długim zwiedzaniu szukacie miejsca na mały relaks Mývatn Nature Baths będzie świetnym wyborem! Ta północna odmiana Błękitnej Laguny, warta jest odwiedzenia. Miejsce to czynne jest przez cały rok, a temperatura wody oscyluje tutaj w okolicy 38-40 stopni. 

Po kilkugodzinnym objeździe tego terenu ruszamy dalej na północ, ku chyba najbardziej spektakularnemu i dzikiemu wodospadowi jaki mieliśmy miejsce oglądać na Isladnii. 

Wodospady Dettifoss i Selfoss

Na miejsce docieramy drogą 862, która na odcinku prowadzącym do wodospadu jest asfaltowa. Zostawiamy samochód na parkingu i zanurzamy się w kamiennym pustkowiu. Teren wygląda tak abstrakcyjnie, że trudno go porównać do jakiegokolwiek innego znanego nam krajobrazu. 

Na miejsce prowadzi ścieżka, którą docieramy pod wodospad. Przejście to zajmie nam około 20-25 minut. Po drodze, mniej więcej w połowie drogi, znajdziemy drugą drogą prowadzącą do kolejnego wodospadu Selfoss – o nim za chwilę. 

Wodospad Dettifoss liczy sobie100 m szerokości oraz 45 m wysokości i jest drugim co do wielkości w Europie pod względem siły przepływu wody. Wodospad prezentuje się wspaniale, spienione wody opadają w dół ,a ryk wody odbija się od ścian kanionu. Nad wodospadem, w promieniach nisko stojącego, nocnego słońca, pojawia się tęcza. Stoimy patrząc na to cudo jak zahipnotyzowani.  

 

Przejście z wodospadu Dettifoss do Selfoss zajmuje około 20 min. Ścieżka prowadzi nas nad krawędzią kanionu, by nagle skręcić w skalne rumowisko, okryte światłem pomarańczowego słońca. W oddali pojawia się Selfoss. Jeżeli, ktoś z Was oglądał film Prometeusz, to warto wspomnieć, że tutaj właśnie kręcono pierwszą scenę tego filmu. 

 

Jeżeli nie dość Wam jeszcze wodospadów, to możecie wybrać się na wędrówkę do kolejnego z nich zwanego Hafragilsfoss. Wodospad ten leży na północ od wodospadu Dettifoss.

Przed nami przejazd do motelu. Kierujemy się do niego drogą 862, z której raptownie znika asfalt. W zasadzie przypomina ona zwykłą polną drogę wiodącą przez malowniczą równinę. Drogą tą trudno poruszać się szybciej niż 30-40km/h, nie licząc może kilku nieco lepszych odcinków. W końcu po kilkunastu kilometrach docieramy do wiodącej z Husaviku drogi 85 i w końcu docieramy do naszego motelu. 

Jeżeli będziecie zastanawiać się nad noclegiem w tej okolicy miejsce to będzie chyba idealne. W promieniu 40 min jazdy będziemy mieli Husavik, wodospady oraz północno-wschodnie rubieże Islandii. Nasz motelik nosił nazwę Dettifoss Guesthouse

Było tuż przed jedenastą wieczorem, kiedy po rozmowie z właścicielką postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedno miejsce. Był nim pobliski tajemniczy wąwóz Ásbyrgi, leżący na terenie Parku Narodowego Parku Narodowym Jökulsárgljúfur. Miejsce to wygląda jak gigantyczna podkowa a geneza jego powstania wciąż nie jest jasna. Jeżeli będziecie w tym rejonie musicie odwiedzić to miejsce! Tutaj znajdziecie nieco informacji na temat dostępnych w okolicy szlaków.

W łózkach wylądowaliśmy tuż przed pierwszą nad ranem, za oknem świeciło piękne słońce, a zielona trawa bujała się na pędzącym znad wybrzeża, wietrze…

 

…. A nam śniła się Islandia

Film

 

 

C.D.N

Galeria

Jaskinia GrjótagjávJaskinia Grjótagjáv

Czekamy na Twój komentarz !

%d bloggers like this: