Sycylia w weekend

Sycylia

Czekając na kilka dni urlopu człowiek nie zastanawia się nad tym, czy coś może pokrzyżować jego plany. Kilkanaście godzin przed wylotem okazało się , że czasem natura bierze sprawy w swoje ręce. Późnym wieczorem 24 grudnia Etna dała o sobie znać. Całkiem spora erupcja sprawiła, że ruch lotniczy w Katanii został wstrzymany. Normalny harmonogram lotów przywrócono dopiero o godzinie 13:00, 25 grudnia, dokładnie 4 godziny przed naszym, planowanym wylotem. Oglądając dosyć wstrząsające relacje polskiej telewizji mieliśmy lekkie obawy, jak się okazało całkowicie niepotrzebnie. 

Lot do Katanii trwał niecałe dwie godziny, silny prąd zimnego powietrza zaniósł nas całkiem szybko na wiosenną Sycylię.

Większość firm wynajmujących samochody ma swoją siedzibę poza lotniskiem. Nie jakieś wielkie poza, ot 10 minut spaceru. Jak na Sycylię przystało, dojazd do miejsca w którym możemy odebrać samochód zapewnia droga, gdzie o pieszych zapomniano. Tak więc, ciągnąc nasze walizki poruszamy się w zasadzie jej środkiem. Kierowcy przyzwyczajeni do sytuacji nie zwracają na nas większej uwagi, wymijając nas i nasze walizki  bez większego zdziwienia. Takie uroki Sycylii. 

Syrakuzy

Formalności związane z samochodem zajmują kilkanaście minut. W porównaniu do innych części świata wynajem na Sycylii jest drogi. Po krótkich oględzinach samochodu i spisaniu listy zadrapań ruszamy do Syrakuz, do których docieramy po 30 minutowej jeździe. Nocą miasto nie wygląda jakoś nadzwyczajnie. Ranek wiele jednak zmienia. Zatrzymujemy się w małym pensjonacie Zenzero e Limone, który możemy Wam polecić. Miejsce jest świetne, dobrze położone, serwuje bardzo przyzwoite śniadania, a do tego obiekt ten posiada prywatne miejsce parkingowe tuż przy wejściu do budynku. 

Katakumby San Giovanni

Dosłownie tuż pod budynkiem znajdziemy perełkę Syrakuz – Katakumby San Giovanni. Nazwa tego miejsca została zaczerpnięta od nazwy kościoła San Giovanni (w którym mury bizantyjskie krzyżują się z tymi, wzniesionymi przez Normanów), z którego wejście prowadzi do katakumb. Opowiem Wam nieco o tym miejscu, bo niewiele o nim znajdziecie informacji w przewodnikach. Podziemne tunele i korytarze ciągną się pod znaczną częścią miasta, gdzie katakumby San Giovanni zajmują ok 10 tys m².

Twierdzi się, że tunele te zostały zbudowane przez Greków, jako podziemny akwedukt. W miejscach przecięcia podziemnych arterii, szerokich na kilka metrów znajdując się ‘cysterny’ zamienione w późniejszych wiekach w kaplice. W czasach rzymskich miejsce to zaczęło być używane w celu pochówku zmarłych, nie tylko chrześcijan – jak możecie dowiedzieć się na miejscu. Nisze grobowe znajdują się obecnie dosłownie wszędzie, w ścianach, w posadzce bocznych i głównych tuneli, w każdym mniejszym i większym zakamarku tego prawdziwego, podziemnego labiryntu. 

Znajdziemy tutaj również pozostałości po kaplicach pierwszych chrześcijan oraz freski z rzymskich grobowców. Wszystko to spowite półmrokiem i otaczającą nas ciszą robi piorunujące wrażenie. Jest końcówka grudnia, i jesteśmy jedynymi osobami zwiedzającymi Katakumby wraz z przewodnikiem. Ma to swoje uroki. Obecne nad siecią korytarzy wznosi się miasto, żyjące własnym życiem i skrywające pod sobą tysiące lat historii. 

Katakumby San Giovani

Katakumby San Giovani

Syrakuzy, niegdyś świetnie prosperująca Grecka kolonia, miasto Archimedesa i jego wynalazków (jego imię nosi jeden z głównych placów miasta), jest obecnie jedną z perełek turystycznych Sycylii. Nigdzie indziej we Włoszech nie znajdziecie tylu zabytków greckich co tutaj. Sycylia choć Włoska, nosi swoja własną historię.  Jej losy znacznie różniły się od reszty włoskiego buta. Zamieszkiwana przez Fenicjan, Kartagińczyków, Greków, Arabów, Normanów – potomków Wikingów, stanowi nieprzeciętna,  nawet na miarę europejską, mieszkankę historii, kultury i sztuki. Tutaj jak na dłoni zobaczyć możemy jak przeplatały się wpływy różnych cywilizacji.

 

 

Idąc z katakumb do Parku Archeologicznego Neapolis, nie sposób nie zauważyć nieco kontrowersyjnej bryły Sanktuarium Madonny od Łez. Nam jego bryła przypomina nieco namiot cyrkowy, ale nie nam o tym sądzić. W każdym razie w owym kościele znajduje się posąg Madonny, który zapłakał ponoć pod koniec sierpnia 1953 roku. Obecnie miejsce to jest celem licznych pielgrzymek. 

Park Archeologicznego w Neapolis

To niezwykłe miejsce mieści się w północno-zachodniej części miasta. Miejsce to robi piorunujące wrażenie. Znajdziemy tutaj ogromny grecki amfiteatr pochodzący z V wieku przed naszą erą. Amfiteatr ten został dosłownie wycięty ze skały zbocza. Przechadzając się po widowni, bądźmy świadomi, że odwiedzały go tak znamienite postacie jak Platon, czy Ajschylos (ktorego popiersie znaleźć możecie np. w Muzeum Kapitolińskim w Rzymie). Tuż ponad teatrem znajdziemy ciekawe groty skalne, oraz drogę prowadzącą w wyciętym w skale wąwozie. Wprawne oko dostrzeże w podłożu wycięte śladu przypominające ślady wozu. Co ciekawe tego typu ‘ślady wozów’ wycięte w skale możemy znaleźć w wielu miejscach na świecie od Turcji, przez Maltę, po Włochy. 

Kolejnym niesamowitym miejscem parku, są kamieniołomy, wśród których znajdziemy ‘Ucho Dionizosa’ czyli potężną grotę skalną o wysokości 25 metrów i głębokości 65. Nazwę tą nadał temu miejscu Caravaggio, zafascynowany jego wspaniałą akustyką. Pod natchnieniem namalował również obraz, pt. “Pogrzeb św. Łucji” którego scena znajduje się właśnie w tym miejscu. Obraz możemy podziwiać  w kościele św. Łucji, przy placu Duomo.

Ułożenie ścian groty powoduje bowiem, około 15 krotne wzmocnienie wypowiedzianego wewnątrz głosu. Miejsce to ciekawe jest również z innego powodu, tutaj właśnie podczas wojny peloponeskiej więziono około 7 tysięcy ateńskich jeńców. Tuż obok znajduje się inna grota, zwana Jaskinią Powroźników (Grotta di Cordari), ponieważ tutaj właśnie wyrabiane były powrozy. A teraz weźcie głęboki oddech, spójrzcie na groty raz jeszcze i dowiedzcie się, że były one dziełem rąk ludzkich. 

Tuż przy wyjściu z parku, możemy zobaczyć pozostałości nieco młodszego – rzymskiego amfiteatru – trzeciego co do wielkości we Włoszech. Obecnie miejsce to porośnięte krzewami i drzewami nie daje nam wyobrażenia o swoim ogromie. Warto jednak wspomnieć, że dłuższa z osi owalnego teatru mierzyła blisko 200 metrów. 

Teatr Rzymski

Teatr Rzymski

Będąc w tej okolicy warto również odwiedzić Muzeum Archeologiczne im. Paola Orsiego, które jest jednym ze znaczącym muzeów tego typu na Sycylii. 

Ortygia

Zbliżając się do centrum miasta przekraczamy most i dostajemy się do jednej z ładniejszych dzielnic miasta – Wyspę Ortygię. Na dzień dobry witają nas ruiny starożytnej świątyni Apollina. Ta wzniesiona w VI w p.n.e budowla, musiała robić nie lada wrażenie. Patrząc na jej pozostałości, zwróćcie uwagę na pozostałości kolumn, bowiem każda z nich wykonana została z jednego bloku kamienia i ważyła około … 40 ton. 

Idąc dalej docieramy do wspomnianego wcześniej Placu Archimedesa, na którym możemy podziwiać wspaniałą fontannę Artemidy. Choć pochodzi ona z początków XX wieku, to robi niesamowite wrażenie. Nieco dalej znajdziecie wspaniały Plac Duomo, a na nim przepiękną katedrę pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Marii Panny. I tutaj pięknie widać jak styl i historia tego miejsca przeplata się nawzajem. Patrząc bowiem na tą świątynię, bardzo szybko zauważymy, że została ona wzniesiona w miejscu starożytnej świątyni Ateny, wzniesionej w V wieku przed naszą erą. W ścianach kościoła zarówno z zewnątrz jak i od wewnątrz możemy dostrzec znajdujące się potężne kolumny tej właśnie świątyni, która to została obudowana jako świątynią chrześcijańską w 640 roku n.e. 

Na skraju placu znajdziecie niepozorny kościół św. Łucji, w którym to znajdziecie, wspomniany wcześniej obraz Caravaggio “Pogrzeb św. Łucji”. Na przeciwko katedry znajduje się wzniesiony w XVII wieku imponujący budynek ratusza miejskiego. 

Zmierzając w kierunku portu dotrzemy do kolejnego miejsca łączącego Syrakuzy, ze swoją antyczną przeszłością, mianowicie źródeł Aretuzy. Ten półokrągły zbiornik, jak mówią mity powstał z zamienionej w wodę, przez Artemidę, nimfy Arteuzy, w której to zakochał się bóg rzeki Alfejos. Co ciekawe zbiornik ten, jest jednym z dwóch miejsc w Europie (drugim jest pobliska rzeka Ciane), gdzie możemy odnaleźć rosnący naturalnie papirus.

W pobliżu tego miejsca znajduje się Hotel des Etrangers, gdzie Jarosław Iwaszkiewicz pisał “Panny z Wilka”. Stojąc przy źródle Arteuzy możecie zobaczyć wznoszący się nieco dalej Zamek Maniace. Wybodowany w XIII wieku przez Fryderyka II nawiązuje stylistyką do budowli arabskich. Swoją nazwę budowla ta zawdzięcza nazwisku bizantyjskiego generała, który odbił Syrakuzy z rąk Arabów. Zamek został zniszczony  na początku XVIII wieku, na skutek wybuchu prochowni, i wkrótce potem odbudowany. 

Zimowy słoneczny dzień powoli dobiegał ku końcowi, a my ruszyliśmy dalej w kierunku Agrigento.

Dolina Świątyń

Do Agrigento docieramy późnym wieczorem, miasteczko o tej porze roku wygląda jak wymarłe. Ale nie dla niego przybyliśmy właśnie tutaj. Rankiem wszystko staje się jasne. Ze wspaniałego ogrodu hotelowego, który wyglądał jak żywcem wyjęty z ’85 roku, roztaczał się niesamowity widok na Dolinę Świątyń. Nie pytajcie dlaczego dolinę, bo tak na prawdę miejsce to szczyt niewielkiego wzgórza. Tak to czasem bywa. 

Hotelik choć lekko przesunięty w czasie, okazał się świetnym wyborem. Przede wszystkim pozwolił uniknąć przedzierania się wąskimi uliczkami Agrigento, rozwiązał problem parkingu, a najlepsze było to, że jego restauracja okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie była to jedna z tych nudnych, odgrzewanych, siłowych kanajpek. To miejsce potwierdziło znaną nam od lat prawidłowość. O tym, że miejsce jest świetne nie decydują mury, wyposażenie, lecz ludzie. Ten hotelik z pewnością ją miał, a wisienką w torcie okazała się właśnie mała restauracja serwująca wspaniałe, domowe sycylijskie potrawy.

Rewelacyjna świąteczna ryba w sosie pomarańczowo-cytrynowym  z babeczką pieczonego puree ziemniaczanego, po prostu nas pozamiatała. A domowe cannoli z przepyszną ricottą było jak małe objawienie. Gdybyście zatrzymywali się w tej okolicy rozważcie nocleg w tym miejscu – Colleverde Park Hotel. Pewnie znajdziecie nieco tańszą opcję w pobliskich B&B, ale kiedy weźmiecie pod uwagę koszty parkingu, odległości od ruin, może okazać się, że koszt tego noclegu będzie porównywalny. 

Patrząc na ostre poranne słońce przenikające przez zielone liście  trudno było uwierzyć, że to końcówka grudnia. Kilkadziesiąt minut później spacerowaliśmy wśród wspaniałych greckich świątyń, przy których Akropol wydawał się być jakimś żartem. Tak świetnie zachowanych budowli chyba nie znajdziecie w całej Grecji, no chyba, że Grecy odbudują kilka zabytków,… a idzie im to całkiem nieźle. 

Dolina Świątyń to pozostałości potężnego ośrodka religijnego Akragas,  założonego w 581 roku p.n.e. przez przybyłych tutaj osadników z wysp Rodos i Krety. W V wieku przed naszą erą znajdujące się tutaj miasto było drugim po Syrakuzach miastem Sycylii i słynęło ze swojego wielkiego bogactwa. 

Znajdujące się tutaj świątynie budowane były z lokalnego tufu wapiennego. Jego właściwości fizyczne sprawiają wrażenie zmieniania się barw w zależności od pory dnia, a nawet pogody. Budowle powstałe na Sycylii, często budowane były z wielkim rozmachem. Pomiędzy świątyniami biegnie droga, z której możemy odwiedzać poszczególne budowle. 

Na wschodnim krańcu znajduje się świątynia Junony, niedaleko od niej leży świątynia Zgody, która należy do najlepiej zachowanych świątyń greckich na świecie. Przed nią podziwiać możecie rzeźbę „Upadek Ikara” polskiego rzeźbiarza Igora Mitoraja. 

Kolejną  świątynią  jaką  odwiedzamy  jest świątynia Heraklesa, Jowisza Olimpijskiego i Diskurów (Kastora i Polluxa). W dalszej części znajdują się sanktuaria Bóstw Chtonicznych (Demeter i Kory bogiń ziemi), Ogród Kolymbetra, świątynia Vulkana oraz Świątynia Eskulapa. 

Największą ze świątyń była świątynia Jowisza Olimpijskiego, jej sklepienie podtrzymywane było przez potężne rzeźby atlantów. Pozostałości po nich możemy znaleźć na terenie wykopalisk oraz w pobliskim muzeum archeologicznym. Świątynia mierzyła prawdopodobnie 112,7 x 56,3 m i mierzyła około 20 metrów. Według Diodora Sycylijski – greckiego historyka, żyjącego epoce Cezara i Augusta (żył prawdopodobnie w latach 80 p.n.e – 20 p.n.e), kolumny świątyni były tak potężne, że w ich żłobieniach z łatwością mieścił się człowiek. W odróżnieniu od innych ówczesnych świątyń, zewnętrzne kolumny nie stały na perystylu, ale były ustawione niezależnie, wspierając potężną ścianę osłonową świątyni. Pomiędzy kolumnami znajdowały się właśnie kolosalne atlanty, kamienne postacie o wysokości około 7,5 m. wszystkie z nich były nagie, stojąc plecami do ściany wznosiły ręce ponad głowę podtrzymując strop świątyni. Posągi te były wyjątkowo niezwykłe i unikalne w swoim czasie. Niektórzy przypisują je wpływom kartagińskim lub egipskim. 

Powstanie tej świątyni ginie w mroku czasu i nawet dzisiaj wydaje się być niejasne. Niektórzy naukowcy twierdzą, że miała ona upamiętnić zwycięską bitwę pod Himerą nad Kartaginą. Według historyka Diodora Sycylijskiego świątynia ta została zbudowana siłą kartagińskich niewolników – żołnierzy pojmanych po bitwie.

Jednym z najstarszych przedmiotów znalezionych w Dolinie Świątyń jest rzeźba głowy pochodząca z VII w p.n.e. 

Dolina robi niesamowite wrażenie, podobnie jak samo Agrigento, z dzielnicą hellenistyczno-rzymską – z najlepiej zachowanymi na Sycylii zabudowaniami antycznymi. My jednakże ruszamy dalej, wpadając po drodze do niewielkiego muzeum archeologicznego. Warto zajrzeć tutaj nawet na chwilę. 

Kolejnym punktem programu przed Palermo są Schody Turków. Scala dei Turchi. Te niesamowite białe formacje skalne zbudowane są ze skały marglowej.

Palermo

Palermo to w zasadzie jeden wielki odlot. Jeżeli nie jesteście przyzwyczajeni do jazdy samochodem po południowych miastach, pomyślcie o innej formie zwiedzenia tego miasta. A jeżeli kiedyś jeździliście po Neapolu, to bądźcie przygotowani na zbliżoną dawkę adrenaliny. Z drugiej jednak strony jeżeli choć na pierwszy rzut oka jazda samochodem po tym mieście może wydawać się samobójstwem, to uwierzcie mi tak nie jest. Pomimo nieopisanego chaosu, wrażenia, że każdy stara się w nas wjechać, rozjechać, rzucić pod koła, po kilku chwilach wyłania się z tego jakiś dziwny nieopisany, efemeryczny porządek. Taki nieuchwytny, coś na kształt kota Schrödingera, bo kiedy już zacznie Wam się wydawać, że właśnie to poczuliście, doświadczyliście i jesteście wpisani doskonale w ten jeden wielki bałagan to okaże się, że bańka pryska, a wasze ciśnienie skacze ponad czerwoną granicę. Powiem tylko tyle, jeżeli chcecie tutaj jeździć poddajcie się, płyńcie z ruchem i róbcie to co wszyscy. Jeżeli będziecie jeździć zgodnie z nawykami, przepuszczać samochody, zatrzymywać się, ustępować pierwszeństwa, wykazywać jakiekolwiek formy niezdecydowania, ten nieuchwytny lekko uporządkowany chaos zdębieje i zostaniecie rzuceni w środek wielkiej bitwy. Płyńcie tam gdzie chcecie, bez wahania,  lecz czujnie.  A zapewniam Was, że wszystko będzie dobrze. 

Włochy to taki kraj, w którym w zależności od regionu zdaje się być innym państwem. Im bardziej posuwacie się na południe, tym kraj staje się inny. Mniej uporządkowany, pojawiają się wąskie drogi, śmieci, pojawia się chaos i nieuporządkowanie, Kiedy północe Włochy przypominają szwajcarski zegarek, wypolerowane na błysk buty, piękny garnitur, południe wygląda jak paleta artysty. Żywe, krzyczące kolory, piękne i dzikie mieszanki barw, obraz jednym słowem  bez ostatniego pociągnięcia pędzlem, które czeka na Was, by każdy z Was mógł dokończyć dzieło i przywieść własne wspomnienia. 

Jest jeszcze jedna zasada: im dalej pojedziecie na południe tym ludzie, będą stawać się bardziej otwarci, honorowi, rodzinni. Korzystając z małych rodzinnych B&B poczujecie tę wspaniałą,  południową gościnność, normalność i serdeczność. Nie, żeby czegoś brakowało na północy, tam Włochy są po prostu inne. Eleganckie, grzeczne, profesjonalne. Południe to energia, wibracja, atmosfera, otwartość i normalność. 

Na śniadaniu starsza Pani uśmiecha się do nas szeroko, podaje sycylijskie specjały i pyszną kawę, wśród lokalnych serów, wędlin, pojawia się pachnące czekoladowe  ciasto z gruszkami. Sympatyczna mama właściciela mówi tylko po włosku. Tłumaczy żywiołowo, gestykuluje rękami, śmieje się tak serdecznie, że choć nie rozumiemy ani słowa, śmiejemy się razem z nią. 

Za chwilę pojawia się kolejny gość, spał tuż za ścianą. To typowe mieszkanie w Palermo, wysokie sufity, stiuk na ścianie, żywe kolory i meble z historią. Wzdłuż mieszkania ciągnie się szeroki balkon, na którym stoi łóżko, jest zlew, i w zasadzie sprawia wrażenie przedłużenia samego mieszkania. Jak pokój – tylko na świeżym powietrzu. Z balkonu roztacza się widok na Palermo i na morze. 

Kiedy przyjechaliśmy tutaj wieczorem, na miejscu pojawił się syn, naszej sympatycznej Pani, skierował nas do znajdującego się po przeciwnej stronie drogi garażu. Tam zostawiliśmy samochód, wraz z kluczykami, bez potwierdzenia. Coś, co u nas wydaje się dziwne, tam jest po prostu normalne. Zapytałem nieśmiało o potwierdzenie oddania samochodu i otrzymałem odpowiedź, żeby się nie martwić, bo na pewno nas poznają. Poznali.

Tuż obok naszego lokum znajdował się przystanek tramwajowy. Rankiem, dotarliśmy na miejsce, okazało się, że przystanek przeniesiono tuż za zakręt. Kiedy ludzie w tramwaju zobaczyli nas,  dosłownie cały tramwaj, łącznie z kierowcą zaczął machać do nas rękami i kierować na nowy przystanek. Takie przygody są po prostu jednorazowe. 

 

 

Palermo jest piękne, stare miasto to niesamowity zlepek kultur, architektury i historii. Znajdziecie tutaj wpływy arabskie, bizantyjskie, rzymskie i greckie. To jest coś co trzeba poczuć i przeżyć. Ile potrzeba czasu na zwiedzenia Palermo? To zależy od Was, może to być dzień i pewnie i tydzień. Nam w jeden  dzień udało się odwiedzić Pałac Normański,  Kościół  św. Jana od Pustelników oraz Katedrę. Przeszliśmy przez Quattro Canti, podziwialiśmy fontannę Pretoria, gdzie przepiękne rzeźby utraciły co poniektóre części ciała :). Miejska legenda głosi, że wywoływały one zgorszenie, wśród zakonnic, które mieszkały w pobliskich zabudowaniach. Obejrzeliśmy niesamowity kościół św. Katalda, gdzie siedzibę ma Zakon Rycerzy Grobu Bożego, którego korzenie sięgają IV wieku naszej ery.  Zakon ten został założony przez matkę cesarza Konstantyna – Helenę

Nie udało nam się odwiedzić kościoła Martorana i jego przepięknych mozaik. Będzie co zwiedzać następnym razem! Pałacu Abetelis, czy Ogrodu Botanicznego. 

Wyruszyliśmy po południu w kierunku Katanii z nadzieją  zobaczenia rzymskiej willi Casale i jej wspamiałych mozaik. Niestety, zmrok w grudniu zapada szybko i do zwiedzenia willi zabrakło nam 30 minut. 

Wieczorem przybyliśmy do Katanii, patrząc po drodze na dymiący, ośnieżony szczyt Eteny. 

Katania

Katanię pewnie można by zwiedzać również przez kilka dni. Nam musiało wystarczyć kilka godzin przed wylotem. Przejazd metrem do centrum, poranny spacer na skąpany w słońcu Piazza Duomo, fontannę słonia, którego wieku nie zna chyba nikt, oprócz niego samego. Jest bardzo stary, a wspominali już o nim Kartagińczycy. Odwiedziliśmy katedrę, niesamowity targ rybny, oraz zamek Ursino. Kiedyś jego mury wznosiły się na wyspie. Dziś, na skutek erupcji bocznego krateru Etny z 1669 roku leży on  niemal w centrum starego miasta. Co dokładnie wydarzyło się podczas erupcji może pokazać nam obraz, który znajduje się w katedrze w Katanii. 

Lawy było na tyle dużo, że poziom terenu podniósł się o ponad 9 metrów!

Odwiedziliśmy niesamowity teatr grecki. Naprawdę warto było  wejść do środka. Mieszanka architektury jest na prawdę niesamowita, rzuciliśmy okiem na pobliskie ruiny amfiteatru rzymskiego, odebraliśmy samochód z naszego B&B i wyruszyliśmy na lotnisko!

Tak zakończyły się nasze cztery, intensywne dni na Sycylii. Czy mogę polecić Sycylię? Oczywiście. To cudowne miejsce, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Nas bardziej niż plaże fascynuje historia, więc miejsce to było dla nas naprawdę niesamowite. Wracaliśmy z dużym niedosytem, bo na Sycylii spokojnie można by spędzić na intensywnym zwiedzaniu dobre dwa tygodnie. Do zwiedzania świetnie nadają się piękne, słoneczne miesiące zimowe, gdzie wiosna rozlewa się po wzgórzach, kwitną wiosenne kwiaty, rozpoczyna się sezon zbioru cytrusów, a turystów jest jak na lekarstwo. Letnie skwary odchodzą w zapomnienie, a dla nas pozostaje piękna, skąpana w słońcu Sycylia!

Słodkości

Zwiedzając Sycylię nie sposób nie wspomnieć o słodkościach, których tutaj jest bez liku, a które koniecznie trzeba spróbować! Od canolle z ricottą, po Minnuzzi ri Sant’Àita, czyli ni mniej ni więcej jak cycki Świętej Agaty

Galeria

 

Czekamy na Twój komentarz !

%d bloggers like this: