Klasztor św. Nauma

Klasztor św. Nauma

Klasztor św. Nauma leży nad jeziorem Ochrydzkim. Jego historia sięga X w n.e.  Ponad tysiąc lat temu powstał tutaj maleńki klasztor, który został wzniesiony właśnie przez św. Nauma, który pochodził z pobliskiego Ochrydu. Św. Naum był uczniem Cyryla i Metodego. W wyniku najazdu Turków w XV wieku, klasztor został niemal całkowicie zniszczony a zabudowania, które możemy podziwiać obecnie, pochodzą z wieku XVI.

 

Wspaniałe zdobienia klasztoru, robią niesamowite wrażenie. Misterna robota dawnych mistrzów sprawia, że myślami cofamy się w czasy bizantyjskie
Grobowiec świętego Nauma skrywający tajemnicę bijącego serca świętego
Zabudowania klasztoru, nawiązują do zniszczonego przez Turków starego monastyru, wiernie oddając bizantyjski charakter tego miejsca
Bogate zdobienia klasztoru oraz wspaniałe mozaiki nawiązują do tradycji kościoła wschodniego
Skromne zabudowania klasztorne mają swój unikalny charakter.
Dumnie przechadzające się pawie, z wyższością spoglądają na odwiedzających ich turystów
Przemierzając wąskie przejścia nieraz nie zwracamy uwagi na to co znajduje się nad naszymi głowami, a szkoda, bo malowidła znajdujące się w klasztorze są na prawdę godne uwagi

 

Zwiedzanie Klasztoru

Wnętrze budowli jest bogato zdobione i nawiązując swoim stylem, do swojego bizantyjskiego poprzednika. W klasztorze możemy podziwiać wspaniałe freski oraz przepiękny ikonostas z 1711 roku. 

Klasztor skrywa w swoim wnętrzu pewną ciekawostkę. Jak głosi legenda serce, złożonego w grobie w 910 r n.e. świętego, wciąż bije. Jeżeli chcemy się o tym przekonać musimy przyłożyć ucho do jego grobowca. Co ciekawe przykładając właśnie ucho, do płyty grobowej usłyszymy dźwięk przypominający dokładnie … bicie serca.  

Czym jest owo dziwne bicie? Otóż, jest to prawdopodobnie dźwięk przepływającej pod klasztorem wody, której echo niesie się po skałach i jest wzmacnianie dodatkowo przez komorę grobową. Ale kto wie jak to jest na prawdę….

Otoczenie klasztoru emanuje ciszą i spokojem. W parku odnajdziemy mnóstwo fontann, przepiękne krzewy kwitnących róż, a między tym przechadzające się dumnie kolorowe pawie. Tuż za bramą wzdłuż prowadzącej do klasztoru drogi, znajdziemy rozstawione kramy, z lokalnymi produktami oraz wyrobami, a nieco po prawej przepiękną plażę i gładką jak lustro taflę jeziora ochrydzkiego. 

Przed bramą znajdziemy natomiast mnóstwo restauracji oraz kawiarni, położonych bajecznie na skraju wody, w cieniu drzew. Stąd też możemy udać się na małą przejażdżkę rowerem wodnym bądź też po prostu usiąść i delektować się niesamowitym widokiem.

 

 

Galeria

Włochy – samo południe. Neapol

Pompeje Ruszyliśmy z powrotem na północny zachód. Południowe Apeniny, skąpane w słońcu wydawały się być znacznie bardziej przyjaznym miejscem, niż kilka dni temu. Około 16:00 docieramy do Pompei. Zataczamy małe kółko po mieście, szukając wolnego miejsca i okazuje się, że znajdujemy jedno tuż przy samym połcie oddzielającym ruchliwą ulicę od pogrążonych w wiecznym śnie pozostałości starożytnych Pompei. Nagle jak za …

Czytaj dalej...  

Włochy – samo południe

Alberobello Alberobello, dosłownie tłumaczone jako “Piękne drzewo”, to małe miasteczko z jedynymi w swoim rodzaju zabytkowymi budynkami zwanymi trulli, dzięki którym, Alberobello zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1996 roku. Nie jest do końca jasne skąd wzięła się tradycja wznoszenia kamiennych domów – trulli. Często twierdzi się, że powstała ona w XVII wieku jako odpowiedź na “Pragmatica de Baronibus” …

Czytaj dalej...  

Włochy – samo południe. Tivoli

Droga do Tivoli Tuż pod Rzymem leży niepozorne miasteczko Tivoli.  Od czasu do czasu docierają tutaj wycieczki w drodze do Rzymu, głównie po to by podziwiać Villa D’Este wraz z ogrodami. Nas jednak przywiodło tutaj inne miejsce – Villa cesarza Hadriana. To w zasadzie nie tyle willa ile cały świetnie zachowany miejski kompleks.  Ale po kolei. Popołudnie rozgościło się już …

Czytaj dalej...  

Włochy – samo południe. Droga do Sieny

Przez Austrię Wyruszyliśmy późnym popołudniem. Sam byłem ciekawy ile kilometrów uda nam się pokonać przed nocą. Pogoda dopisywała, a kolejne kilometry mijały pod znakiem zachodzącego słońca. Po około 3,5h byliśmy już w Wiedniu. Przejazd przez to miasto z każdym rokiem wygląda coraz lepiej. Nie licząc krótkiego odcinka od Brna do początku A5 po stronie Austriackiej, cały czas jedziemy autostradą. Niecałe …

Czytaj dalej...  
%d bloggers like this: